SWOS Scene: WWW.SENSIMAN.NET, Sensible Manager (SM) - manager SWOS on-line; 10 lig, gramy od 2000 roku!
Languages: pl

Kroniki pewnego prezesa

"Czy problemy nigdy się nie kończą?"

Początek nowego sezonu zaowocował w kolejne transfery. Na pozycję drugiego bramkarza drużyny, kupiono szwajcarskiego bramkarza Lokomotiva Moskwa - Eldina Jakupovica. Ponadto lewą obronę wzmocnił Argentyńczyk Patrico Graff, a prawe skrzydło już od dawna z brakami wypełnił Katarczyk Abdullach Khaleefah. Trzech nowych graczy kosztowało Lecha w sumie 1,1 miliona oraz kilku słabszych rezerwowych. Już po kilku kolejkach pojawiła się konkretna oferta z Wisły Kraków za Regnifo, to też Lech nie wahał się zarobić kolejnych pieniędzy i 650k wpłynęło na kasę klubu. Widzew był zainteresowany również Khaleefahem i Scherfhenem, ale na wzgląd na Katarczyka prezes stanowczo odmówił, tym bardziej, że niesamowita szybkość nowego skrzydłowego stwarza drużynie więcej pola do gry. Problem oczywiście wystąpił - lekkie kontuje już na początku sezonu nie dają wiele manewrów do zmiany napastników, tak więc nadszedł czas na znalezienie następcy Peruwiańczyka. Świetna offensywa z Reissem, Malinowskim i Eduardo w obliczu tylu kontuzji nie wystarczała, ale i obrona wymagała wzmocnień na ławce i tak do drużyny trafili kolejni zawodnicy - Viljanen z Inter Turku, za którego Lech musiał zapłacić 225k oraz David Zdrilic z Australii, który po bardzo niekorzystnych dla Lecha negocjacjach (350k) trafił ostatecznie do Poznania. Transfer ten zszokował wszystkich - nieznany zawodnik ze słabej ligi australijskiej, warty prawie trzy razy mniej niż zapłacił za to klub z Poznania trafia do klubu, który ma walczyć w Lidze Mistrzów, no cóż... zarząd nie wytrzymał i ponownie zablokował prezesowi możliwość wykonywania dalszych transferów. Jednak Zdrilic już w pierwszym spotkaniu z Odrą pokazał, że potrafi strzelać bramki, a ponadto dysponuje całkiem niezłą techniką. W między czasie niespodziewanie Przyrowski zaczął bronić podejrzanie, tak jakby wrócił dopiero ze Lwowa, dlatego szansę zaczął dostawać Jakupovic, ale oczywiście zaufania prezesa Sebastian nie stracił i bronił w bramce na zmianę ze Szwajcarem. Ponadto ujemny rozwój Graffa niepokoił prezesa, optymistyczna wizja na przyszłość to dobra gra i pierwsze ślady rozwoju Khaleefah'a. I przez chwile była cisza, bo szło gładko, aż nagle dobiegł wściekły głos z szatni klubu:
-No kur** panowie! Co to bylo? - tak, to był głos prezesa. Znowu Puchar, tym razem Wisła, ale w okolicznościach wyjątkowych. Zbyt wyjątkowych żeby prezes wytrzymał. Nawet w dogrywce po 0:1 zdołał wyrównać Eduardo już w 117 min. i doprowadzić do karnych. "Ttttto tttooo jest loteria" - tłumaczyła się pomoc Lecha.
-Jaka loteria kur**, gracie w to 6 lat, a wszystko to jak krech w piach.
-"Taaa, krew od razu". - odważnie odpowiedział jeden z głęboko rezerwowych zawodników, po czym nagle znikł z klubu.

Co tak zdenerwowało prezesa, brak szczęścia w karnych? O nie... to prowadzenie 3:1 i dwie znakomite interwencje szwajcarskiego golkeepera zakończone ostatecznie porażką 3:4 - sam sobie drogi czytelniku tych kronik odpowiedz co się musiało dziać dalej...
Legenda głosi, że kilkanaście sezonów temu w Szkocji była pewna drużyna, która nie mogła wygrać pucharu tegoż kraju, ale tam to nie odpadli przynajmniej w pierwszych rundach, no cóż... jak widać klątwa powraca tylko w innej formie.

Ciąg dalszy

Autor: Gosen, Data: 02.09.2008