SWOS Scene: WWW.SENSIMAN.NET, Sensible Manager (SM) - manager SWOS on-line; 10 lig, gramy od 2000 roku!
Languages: pl

Kroniki pewnego prezesa

"Narodziny potęgi"

Kopia sytuacji z poprzedniego sezonu - wczesne pożegnanie z pucharem krajowym, drużyna skupiona na fazie pucharowej Ligi Mistrzów, spokojnie gra w lidze, najczęściej wygrywając jedną lub dwoma bramkami, pewna defensywa w ciągu 15 ligowych spotkań straciła zaledwie 6 goli. Faza grupowa szybko przebiegła dla Poznaniaków, ostatecznie oprócz dwóch bezbramkowych remisów, Lech zdobył komplet punktów, nie tracąc przy tym ani jednego gola. Zarówno Przyrowski jak i Jakupovic oraz cała linia defensywna spisali się na medal. Przy okazji w lidze stracili pierwszego gola od sześciu spotkań, i tak ogrywając Cracovię 4:1, która w Ekstraklasie jest drużyną tracącą i (po Lechu) strzelającą najwięcej bramek.. Wyjątkowo w tym spotkaniu w składzie znalazł się Eduardo, przeznaczony na europejskie puchary, ale i tak gola nie strzelił. Zawodnikiem z największą liczbą bramek, który z sezonu na sezon gra co raz lepiej okazał się Piotr Reiss i to on strzelił wszystkie gole w tamtym meczu. Oczywiście jak co sezon pojawiło się kilka kontuzji (w tym również pechowo z krakowianami u brazylijskiego napastnika), dlatego były obawy, że podobnie jak rok temu Lech przed ćwierćfinałami może wyjść z okrojonym składem, ale okazały się bezpodstawne, tym bardziej, że do spotkania były trzy tygodnie. Tym razem rywalem tureckie Fenerbahce, a więc drużyna prezentująca podobny poziom jak Celtic. Ostatecznym sprawdzeniem formy miało być wystawienie najlepszego składu w meczu z Koroną. Drużyna spisała się świetnie i bez problemu ograła w Kielcach rywali 3:0. Wszystko w końcu szło po myśli kibiców.

Pierwszy mecz w Stambule Poznaniacy wygrali 2:0, choć opłacili to zwycięstwo kontuzją najlepszego obrońcy Schutschkoffa. Europa była nadal w szoku postawą polskiej drużyny, co prawda sezon temu Lech pokazał już klasę, ale nikt nie spodziewał się tak łatwego zwycięstwa. Każdy kto interesuje się trochę piłką wie, że w Turcji gra się niezwykle ciężko i nawet takie potęgi jak Manchester czy Chelsea przegrywały tam swoje mecze. Przed rewanżem prezes nie chciał ryzykować kolejnych kontuzji i wystawił bardziej rezerwowy skład, który przegrał w Lubinie 0:1, tym samym doznając pierwszej porażki w lidze. Regeneracja sił pozwoliła Poznaniakom spokojnie wygrać z Fenerbahce 3:1 i przejść do półfinału, gdzie tym razem czekał wielki Real Madryt.

Ponownie pierwszy mecz na wyjeździe, co ucieszyło prezesa, który nie mógł się doczekać wielkiego pojedynku. Jak zwykle kolejny raz pojawiło się coś niepokojącego, tuż przed wielkim spotkaniem Lech przegrał w lidze u siebie z Odrą aż 1:3, choć bramka Malinowskiego w 11 minucie nie zapowiadała takiej klęski. Prezes był jednak spokojny i studził nerwową atmosferę:
-"Zawsze przychodzi taki moment w sezonie, że drużyna w końcu przegrywa - dobrze, że teraz, a nie w Madrycie. Chłopaki musiały się trochę oszczędzać, a gra wcale nie była taka zła - spokojnie."

Pierwsza połowa meczu w Madrycie miała niezwykle dramatyczny przebieg - już w 6 minucie Van Nisterlooy nie pozostawił szans Jakupovicowi, ale Lech się nie załamał i zaczął napierać gospodarzy - to się opłaciło, bo w 27 minucie bramkę zdobył niezawodny Eduardo. Atmosferę dodatkowo podgrzał sędzia, który pokazał dyskusyjną czerwoną kartkę Jakoszowi i prawa defensywa Lecha została bez zawodnika. Druga część gry to głównie walka w środku pola i sporadyczne ataki Poznaniaków, jednak nikt nie dochodził do czystej sytuacji, aż w 71 minucie po strzale Eduardo z dystansu Cassilas musiał wybić piłkę na rzut rożny i to stworzyło szansę gościom. Sektor polski oszalał, po dośrodkowaniu z lewej strony, bramkę strzelił Szary, środkowy pomocnik Lecha, który wszedł na początku za zmęczonego Mikulenasa. Wynik końcowy na tablicy: 2:1, Europa po raz kolejny przeżyła szok, a cała Polska czekała na rewanż w Poznaniu - wszędzie rozmawiano tylko o półfinale. Po raz pierwszy w historii pojawiła się ogromna szansa na finał Ligi Mistrzów, a kto wie, może nawet na triumf w tych elitarnych rozgrywkach. Natomiast to, co się działo w Poznaniu... tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. "Ktoś to nagrywa?" - krzyczał jeden z działaczy.

"Spokojnie spokojnie, TVP puści retransmisje." - krzyknął ktoś z trybun. Tutaj można zobaczyć cały mecz, ale pamiętajcie, że niezbędny jest dekoder Polsatu aby odtworzyć powtórkę! Ja, wynajęty do pisania tych kronik napiszę tylko, że gramy w finale, bo tego co się teraz dzieje do dziś w całej Europie, a szczególe w Polsce... tego się nie da opisać, a spotkanie z Realem to cóż... klasyk, który będzie wspominany przez pokolenia na całym świecie.

Finału nadszedł czas, a tam idealna szansa na rewanż za poprzedni sezon, bowiem rywalem Poznaniaków była ekipa z Manchesteru. Podwójna korona dla polskiego klubu? Czy komuś się to kiedyś śniło? A teraz... spełniamy marzenia, a dokładnie prezes, który kupując zawodników z bardziej lub mniej egzotycznych lig odnosił i odnosi olbrzymie sukcesy.
Tuż przed finałem ciężkie mecze ligowe zupełnie odpuszczone na rzecz przygotowań. Remis z Ruchem 1:1, porażka z Groclinem 0:1, chociaż przy pustej bramce faulowany był Malinowski, sędzia jednak milczał. No i za wcześniejszą bramkę Groclinu sektor gości krzyczał: "Rocki Rocki super gej." Była zabawa, bo poważna piłka miała się dopiero rozpocząć... jeszcze tylko zremisowany 1:1 mecz z Legią w Warszawie i zaczynamy. A tak na marginesie to już od dawna wykluczony był przez ciężki uraz na cały sezon Zdrilic, a z Groclinem kontuzja Malinowskiego, szacowana na trzy tygodnie doprowadziła do ciężkiej sytuacji - Lech został z dwoma napastnikami. Na pocieszenie byli to najlepsi napastnicy, ale brakowało ławki.

W końcu nadszedł TEN moment - o to skrócone sprawozdanie z jednego z portali internetowych:
Już w 6 minucie Carlos Eduardo ustala wynik spotkania na 1:0, szalona radość gości nie trwa jednak długo, bo imiennik napastnika Lecha strzela 6 minut później na 1:1 - tak jest! To Carlos Tevez i mecz rozpoczyna się od nowa. Do przerwy 1:1, podobnie jak w pierwszej połowie z Realem, tak tutaj nerwowa gra w środku pola bez wyraźnej przewagi którejś ze stron. W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie , ale po godzinie gry Lech strzela nagle gola i jest 2:1, tym razem Reiss z nieprawdopodobną formą w tym sezonie wpisuje się na listę strzelców. Błyskawiczna odpowiedź United, ah... brakowało szczęścia Czerwonym Diabłom i 2:1 zostało utrzymane. 69 minuta i rzut karny! Faulowany Reiss podchodzi do jedenastki, strzela i goooooooooool 3:1! Nic już się nie stało, Lech najlepszą drużyną Europy, największa sensacja w historii!

(kilkanaście dni później)

Wasz kronikarz wrócił, z usprawiedliwieniem... przez ponad tydzień nie można było znaleźć trzeźwej osoby w Polsce, ale już spokojnie, rozpoczął się okres wakacyjny i teraz jedyną różnicą jest to, że nie można znaleźć trzeźwego Polaka, bo do Polski zaczął zjeżdżać się cały świat.

Na koniec kilka posezonowych faktów: król strzelców polskiej ligi - Malinowski i Reiss (18 bramek), najwięcej goli w sezonie - Reiss (27 bramek). Bardzo wyrównaną rywalizację wśród napastników pokazuje ilość bramek w sezonie, oprócz wspomnianego Reissa, w sumie 20 goli strzelił Malinowski, a o jedną mniej Eduardo. Ponadto Zdrilic przed kontuzją zdołał wpakować piłkę do siatek rywali ośmiokrotnie. Ofert poza Legią i Wisłą nikt nie składał - pozycja prezesa niezagrożona, więc został kolejny sezon w Lechu.

Złota jedenastka Lecha:










Ciąg dalszy

Autor: Gosen, Data: 02.09.2008